Mój jakże nowoczesny komputer miał jeszcze w maju awarię, potem był w domu. A Ubuntu, które było zainstalowane “wstało” bez żadnego problemu. Miałem wyjeżdżać, a komputer dla rodziny musiał zostać, więc nie chciałem zajmować się niepewną instalacją i tym podobnymi. Teraz po powrocie komputer zaczął świrować, zacinać się i wieszać, jak sukienki w szafie.
Dziś rankiem włączając moją profesjonalną maszynę, natrafiłem na konsolę. Kilka czerwonych gwiazdek, jakieś plucie się o sprawdzenie root’a. Ale co najciekawsze na samym dole, znalazłem ciekawą linijkę. Treści mniej więcej takiej:
Nie znaleziono programu APT(czemu mam wrażenie, że to podstawa systemów debianowych?). Aby rozwiązać problem wydaj polecenie: sudo apt-get install apt;
Takim oto sposobem dowiedziałem sie, że mogę zainstalować program, który służy do instalacji paczek. Ale co najciekawsze mogę zainstalować go właśnie nim samym. A jeszcze lepiej, że go przecież nie mam…
Bez mitrężenia i kontemplowania implikacji płynących z tego jakże logicznego stwierdzenia wcisnąłem reset i sformatowałem dysk. Wreszcie mogłem zrobić to bez zwłoki.