GIMP wszechmogący

GIMP, chwalony i znieważany. Są tacy co będą go chwalić pod niebiosa, poruwnując go do Photoshopa. Nie, nie i dupa, jeśli będę musiał to zmienię formę tego bloga, tylko w celu dokumentnego zjebania tego gówna. Ja z JahBum’em go prowadzimy więc wszelkie nerwy, że to nie to są mile widziane, ale nie respektowane.

GIMP(znowu akapit od tego słowa!)! Nie jestem pro grafikiem zgarniającym kokosy na tworzeniu designów dla międzynarodowych korporacji i tym podobnych. Ale do cholery wymagam czegoś od programu. A o ile część funkcji jest prawie normalna i zjadliwa, o tyle narzędzia typograficzne to dno, dno totalne. Otchłań i 666 krąg piekieł. Do jasnej ciasnej, jak można dawać w łapki program z tak ubogą typografią, mam gdzieś wrzucony na główny toolbar guziczek, którym można pobawić się w odbicie lustrzane warstwy czy inne gówno, które ma być dostępne inaczej. Mam w dupie to, że po prostym przekształceniu fragment tekstu wygląda jakbym go blurował od kilku dekad. Nie, nie tego oczekuję. Mam również najgłębiej jak to możliwe gówniany interface, z gównianymi osobnymi oknami, gównianą paletą. Mój komp nie pociągnie fotosklepu na wine. I mnie to boli. I nie interesują mnie głosy, że jest darmowy, a jego open source’owością mogę się podcierać. Rozumiem, że ktoś nad tym pracował, ale do kurwy nędzy mogli się skupić na prawdziwej praktycznej stornie programu, a nie posranych skryptach do generowania sweet napisów z równie zjebanymi efektami, których każdy kto wie co to grafika(z definicji) by się powstydził.

I W dupie mam pixela, w dupie za to, że jest tak przyjemny na linuksa, a w darmowej wersji wciska ogromny watermark.

Sssie, grafika ssie. Jedynie Inkscape nie ssie.

About rajca

Geograf, paleogeograf - paleolimnolog. Piwosz i piwowar domowy ;)